Sklep wędkarski dla profesjonalistów

794 790 321

W dniu 13.09.2015, W miejscowości Sandomierz odbyły się zawody z cyklu Spinningowe GP okręgu Tarnobrzeskiego. Zawodnicy biorący udział w zawodach, podzieleni zostali na określone kategorie: Drużyny (dwuosobowe), Indywidualni, oraz Juniorzy. W zaszczycie przypadło mi reprezentowanie w jednej z drużyn, klubu KWS ZANDER z Nowej Dęby.

Na początek, kilka technicznych zasad dotyczących tego typu zawodów. Zawody odbywały się w dwóch sektorach, jeden z sektorów obejmował obszar rzeki Wisły, od mostu drogowego do mostu kolejowego od strony miasta, zaś sektor drugi to teren od mostu drogowego do ostatniej tamy w górę rzeki, od strony osiedla Huta. W drużynach, jak i indywidualnie losowane były sektory startowe, zaś po pierwszej turze automatycznie następowała zamiana sektorów. W każdym z sektorów, znajdował się główny sędzia sektorowy, oraz kilku sędziów „terenowych”, których można było wzywać do mierzenia złowionych ryb, ponieważ całe zawody odbywały się na żywej rybie. Sędzia sektorowy wręczał, karty startowe zawodnikom, oraz odbierał je z zapisanymi rybami, po zakończeniu łowienia na sektorze. Zejście na miejsce zbiórki po czasie, bez uprzedniego zdania karty, kończyło się dyskwalifikacja uczestnika, należało, więc o czasie zdać karty sędziom terenowym, lub sektorowemu, a następnie udać się na miejsce zbiórki. Oczywiście tak jak przy wielu innych zawodach, najważniejsze było pilnowanie wymiarów ochronnych rybek, oraz limitów sztukowych. Punktacja za złowione ryby, również określona była, zawodniczym regulaminem PZW. Zawodnicy z tej samej drużyny, rozstawiani byli, w osobnych sektorach, po czym następowała zmiana, w której zawodnicy zamieniali się sektorami. Wszystko, co dotyczyło, opłat oraz składek w moim przypadku, spadało na barki klubu. Zbiórka składek uczestników indywidualnych, odbywała się poprzez Internet kilka dni przed zawodami.



Na starcie do GP okręgu, około godziny 5: 30, stawiło się ponad 30 zawodników z kilku miast okręgu Tarnobrzeskiego. Po krótkiej naradzie sędziów, nastąpiło uroczyste otwarcie zawodów, a zaraz po nim losowanie sektorów, przez zawodników. Jako, że podobno mam szczęśliwą rękę, w mojej drużynie to ja wziąłem na barki wybór sektora. Na rozpoczęcie zmagań przypadł mi sektor między mostami, zaś koledze z klubowej drużyny, sektor od mostu do ostatniej tamy po drugiej stronie rzeki. Zostaliśmy poinformowani o przepisach i regulaminie zawodów, po czym mieliśmy czas na naszykowanie sprzętu. Ponieważ mój, sektor znajdował się w miejscu gdzie często łowię prywatnie, wiedziałem od razu, że jedyną słuszną taktyką będzie szukanie okonia. Niestety, utrzymująca się od samego rana gęsta mgła, powodowała u mnie chęć zmiany planów, jednak pozostałem przy wcześniejszym pomyśle. Kolega, z drugiej drużyny z mojego klubu, który wylosował ten sam sektor, również zdecydował się na szukaniu okonia na znanym nam starorzeczu Wisły. Doczekaliśmy do upragnionego sygnału, po czym wszyscy rzuciliśmy się w kierunku sektora. Dość szybko obaj dotarliśmy na miejsce, tracąc po drodze pewnie kilka kilogramów :D. Niestety okazało się na miejscu, że zbiornik nie nadaje się do wędkowania, bujna roślinność, glony oraz niski stan wody, uniemożliwiał skuteczne podanie mikro przynęt. Szybka decyzja, pokonujemy krzaki, i biegniemy nad Wisłę, szybko znaleźliśmy się na położonych niemal naprzeciw tamach. Kolega pobiegł jeszcze niżej, na dalsze ostrogi, ja zaś zmęczony bieganiem postanowiłem pozostać na miejscu. Mgła i chłód dawały się nam we znaki, nie było widać przez to mleko, drugiego brzegu, więc zakotwiczyłem się na wolnej ostrodze i zacząłem obławiać ją malutkimi woblerkami. Po kolejnej zmianie przynęty, postanowiłem jednak polować na przydenne okonie, tym bardziej, że zimny poranek, nie napawał okoni do zerowania blisko brzegu. Po chyba 3 rzucie, na ultra lighcie, poczułem szarpnięcie, zacinam i cos jest. Rzut oddany na pograniczu warkocza i płytkiej spokojnej wody, zaowocował braniem okonia. Pewny hol ryby, na oko miarowa, przykładam miarkę i okazuje się, że okoniowi brakuje 6mm do wymiaru. No cóż walczę dalej. Kilka kolejnych rzutów i nic, zakładam, więc mały woblerek o malowaniu pszczoły, który nurkuje do metra głębokości. Pierwszy rzut zmieniona przynętą, wzdłuż ostrogi i kolejny pasiak wisi na zestawie. Tym razem brakuje 10mm. Rozczarowany stwierdzam, że czas na zmianę miejsca, biegnę w górę rzeki na dobrze znane mi łowisko kleniowe, pod żelazną osadzoną w wodzie rampą. Miejsce zajęte już przez innego amatora, kleni, no cóż, myślę i kieruje się nadal w górę. Po drodze dostrzegam stado narybku, krzątającego się w kamieniach, to dla mnie dobry znak. Siadam 10m powyżej ławicy, i oddaje rzuty wzdłuż brzegu po samych kamieniach, na koniec zestawu zakładam robiony własnoręcznie woblerek długości 20mm w kolorze naturalnym. Po którymś z rzędu przeciągnięciu, z głębszej wody do mojego woblerka wyskakuje okoń, zacinam i jest, walczy całkiem przyzwoicie. Na oko ma wymiar jak nic, no i nie wiele się pomyliłem, tym razem rybce brakuje tylko 2mm, ech, co za dzień, myślę sobie. Od znajomych mijanych na trasie, dowiaduje się o kilku złowionych okoniach, paru kleniach i zrywanych szczupakach, dochodzę do wniosku, że nadal mam szansę. Co chwila zastanawiam się, jak połowił kolega z drużyny znajdujący się na drugim sektorze. Docieram do tamek, tuż przy miejscu zbiórki, niestety tam całkowite bezrybie, składam broń, jestem cały mokry zmarznięty, i zmęczony. Gdy docieram do auta, dowiaduje się o szczupaku złowionym w miejscu gdzie obserwowałem ławicę, ciśnienie gwałtownie wzrasta w moich żyłach. Zaraz po mnie na to miejsce siadł kolega, któremu po kolejnym rzucie wirówka, z dna wyszedł szczupak 75cm, o losie złośliwy, no cóż bywa i tak.


Pierwszą turę kończę na zero, kolega z drużyny zalicza ją jednym okoniem. Nasz drugi zespół, wyciąga, jednego okonia i trzy klenie w moim sektorze, oraz 8 okoni w drugim, chłopaki maja szansę jeszcze na sukces. Po posiłku następuje zmiana sektorów, więc udajemy się na kolejne łowisko. Tym razem przyjdzie nam obławiać się klatki oraz tamy, na całej długości sektora. Z informacji dowiadujemy się, że najsłowniejsza jest pierwsza tama przy moście, wszyscy od startu biegną właśnie tam. Moje decyzja kieruje mnie na dwie tamy wyżej, nie lubię tłoku. Niestety dwie godziny biczowania tamek nie dają rezultatów, tamy są płytkie przelewy do 30cm głębokości, a klatki zasypane piachem i bez szans na ryby. Najgorsze jest to, że w tym momencie wychodzi słońce, które jeszcze prześwietla te płycizny. Pod koniec tury, ląduje na pierwszej tamie, tam już siedzi tylko jeden zawodnik, ale poniżej na krótkiej opasce tuż pod mostem nie ma nikogo. Zawijam na opaskę, po drodze dołącza do mnie znajomy, który podobnie jak ja, zmienia taktykę łowienia. Siadamy niedaleko siebie, on łowi twiskierkiem, ja zaś wiernie swoimi wobkami. Kolega trafia trzy okonie, w tym jednego miarowego, ja po kolejnych rzutach nie mam nic. Zmieniam wobler na 18mm mikrusa w kolorze czarnym, i już po pierwszym rzucie jest branie, znowu na wobka siada krótki okonek, kilka rzutów później zacinam spora rybę, widzę to po wygiętej wędce, ultra light do 8g, wygina się do samego Dolnika, jedynie hamulec zapobiega złamaniu kija, dosłownie kilka sekund i ryba spada z malutkiej kotwiczki. Moja złość i nerwy biorą górę nad rozsądkiem, koniec tej nierównej walki na dzisiaj. Proponuje koledze, aby za jakiś czas spróbował w tym miejscu a ja sam uciekam na miejsce zbiórki.


Gdy kończy się tura, wracamy na miejsce zbiórki, zabieram sprzęt, żegnam się z kolegami i uciekam do domu. Dodam, że przez całe zawody łowiłem kijkiem do 8g firmy mikado, długości 240cm, oraz młynkiem Mistrall SCOT 2000, z żyłką 0,16mm. Naszykowany drugi zestaw na większe ryby, ani razu nie był wyjęty z auta. Albo brak szczęścia, albo wpływ pogody, albo ogólne warunki nie dały mi tego dnia złowić miarowej ryby. Po zakończeniu zawodów, większość kolegów stwierdziła jednak, że największe znaczenie miało dzisiaj szczęście, zwłaszcza przy takiej mgle. No cóż, wkrótce kolejne zawody i kolejna szansa na połowienie. Być może tym razem pokuszę się, o foto relację i jakiś krótki film obrazujący walkę na zawodach spinningowych, oraz ogólne zasady techniczne i regulaminowe. Do następnego i połamania.

Kategoria: Łowiska

Ostatnio na kanale wędkarz.pro

»

Reklama

Szukasz prezentu
dla wędkarza?

Sprawdź nasze wyjątkowe propozycje

Nie wiesz co kupić?
Zadzwoń lub napisz do nas.
Doradzimy.

Szybki kontakt:

794 790 321

pomoc@wedkarz.pro

8:00 - 16:00

Płatności:

Metody Płatności PayU Metody Płatności MasterCard Metody Płatności Visa
PayPal Logo