« wstecz

Blog wędkarski » Wisła pod Sandomierzem

Odkąd pamiętam, a będzie już kilka ładnych lat, łowię na Wiśle. Przez te wszystkie lata, moja rzeka bardzo się zmieniła, i wygląda zupełnie inaczej, aniżeli wczasach moich początków wędkarskich. Starorzecza i dopływy rzek, pod wpływem działania wody, przez te wszystkie lata, zmieniły kierunek płynącej wody, przy okazji wypłycają się. Wiele miejsc, w których łowiłem za czasów dzieciństwa, teraz jest nie do poznania. Zupełnie inny charakter miejscówek, spowodował konieczność szukania nowych, badania i czytania wody pod wpływem obecności ryb, tras żerowania i występowania gatunków na poszczególnych odcinkach. W tym materiale postaram się przybliżyć kilka miejsc na Wiśle, które jako nowo poznane, stały się moimi bankówkami.



Wisła pod Sandomierzem, płynie dość szerokim korytem, poprzecinanym w wielu miejscach sztucznymi tamami (główkami), usypanymi ludzką ręką. Większą część linii brzegowej stanowią jednak tzw. opaski. Proste odcinki brzegowe obsypane na znacznych długościach kamieniami. Jej głębokość jest mocno zróżnicowana, i średnio wynosi 3-4m. Trafiają się głębsze dołki, ale także dość długie wypłycenia sięgające metra głębokości. Lewe brzegi tego odcinka Wisły, to znaczna przewaga opasek, z kilkoma tylko tamami. Na tym fragmencie rzeki skupię się właśnie podczas dalszego opisu. Odcinek, o którym będę mówił rozpoczyna się od lewego dopływu rzeki Koprzywianki do Wisły, poprzez „bulwar nad Wisłą”, most drogowy, oraz część między mostem drogowym a mostem kolejowym.

Zacznijmy, zatem od samej góry, czyli ujścia rzeki Koprzywianki. Jest to miejsce wędkarsko bardzo atrakcyjne, z racji na tworzące się tam zastoisko, wartki nurt główny, oraz graniczącą zeń, prostą i równą opaską. Bardzo często to właśnie tam rozpoczynam wyprawy ze spinningiem o świcie. Spotykałem już tam: szczupaki, sandacze, klenie, jazie, bolenie a nawet mniejsze okazy sumów. Zdecydowanie na tym odcinku królują od kilku lat bolenie, jest ich tam zawsze dużo, i nie ma większego problemu z ich lokalizacją.



Na zdjęciu zaznaczyłem na czerwono, kierunek, w jakim porusza się nurt rzeki, zaś na niebiesko tzw. cofkę. Stojąc w miejscu, z którego robione było zdjęcie, zazwyczaj wykonuję rzuty w miejsca zaznaczone czarnymi kółkami. Zaczynam od pierwszego po prawej stronie. Właśnie tam pod samym brzegiem, często o świcie spodziewam się żerujących kleni oraz mniejszych boleni. Stopniowo wachlarzem, przesuwam rzuty w kierunku czerwonej linii, gdzie ochoczo ukazują się duże sztuki boleni oraz szczupaków. Zaczynam wędkowanie jednak od stanowisk na drugim brzegu, czyli nieco wyżej w górę rzeki. Tam obławiam najpierw prostkę, mniej więcej 50-70m powyżej samego ujścia. Rzuty raczej wykonuje wzdłuż brzegu, szukając na początek aktywności, okoni, kleni czy jazi. Schodząc w kierunku ujścia, zmieniam wabiki na boleniowe, i oddając rzuty wzdłuż czerwonej linii, staram się skusić je do brania. Niejednokrotnie przekonałem się już o tym, że nawet te duże sztuki lubią penetrować zastoisko, zaznaczone na niebiesko. Toteż ostatnie rzuty z wachlarza staram się umiejscowić w miejscu skrajnego prawego kółeczka, zaznaczonego na szaro. Często właśnie, jeśli nie boleń, to do mniejszego woblerka wyskakuje tutaj klenik. W lewo, od pozycji fotografa, nurt przechodzi w długi warkocz, wcinający się powoli w główne koryto. Na jego granicy z brzegiem, jest spory odcinek opaski, gdzie znajdują się wspaniałe miejsca kleniowo-jaziowe, oraz okoniowe. Cały dalszy odcinek rzeki, aż po „bulwar nad Wisłą” to opaska, zróżnicowana z poszarpaną linią brzegową, z wieloma cofkami, zatoczkami czy głębszymi rynnami.

Na zdjęciu poniżej, kawałek opaski, tuż nad ujściem Koprzywianki.


 

 


A teraz już fotka pokazująca, odcinek opaski poniżej ujścia. Gdzie zwykle łowię klenie i okonie, oraz przyłowy w postaci boleni i sumków. Widok tej samej opaski przy niższej wodzie. Widok poniżej opisanego w dalszej części miejsca.



Tak właśnie wyglądają typowe miejsca na tym odcinku rzeki. Małe, krótkie ostrogi nawet do 2m, tworzą doskonałe cofki, oraz przyspieszają nurt, kreując krótkie warkocze. To w takich właśnie miejscach zatrzymuję się nieco dłużej. Takie miejsca przy wyższym stanie wody, obławiam najpierw woblerami klasycznymi, schodzącymi do metra głębokości. Tak jak przedstawia zdjęcie, obławiam takie warkoczyki od prawej do lewej, rzucając przynętę wachlarzem. Za każdym razem po wpadnięciu woblera do wody, staram się utrzymywać go na napiętej żyłce, lecz bez zwijania. Kiedy sam siłą nurtu, dociera pod brzeg, pierwsze kółko od lewej, wtedy zaczynam powolne zwijanie. Podczas dryfu, bardzo często mam gwałtowne brania. Takie miejsca lubią właśnie klenie oraz jazie, a ostatnio nawet drapieżne krąpie. Tutaj raczej nie zbroję się na bolenie, szkoda czasu, wolę założyć wobler typu smużak i po wylądowanej rybce, kolejną skusić właśnie z powierzchni. Oczywiście system jest ten sam, nieco bliżej od brzegu, i puszczam znowu swobodnie dryfem pod brzeg.


 

Kiedy już obłowię wszystkie ciekawsze miejsca opaski, na którą kiedyś miejscowi mówili „murek”, robię sobie chwile odpoczynku, ponieważ docieram bezpośrednio na „bulwar nad Wisłą”. Miejsce odwiedzane przez turystów, gdzie kwietnie żegluga turystyczna, oraz gdzie organizowane są wszelkie imprezy plenerowe. Obecność statków turystycznych, oraz ogromu ludzi (zwłaszcza w ciepłe dnie) skutecznie wyklucza ten odcinek Wisły z wędkowania. Zwykle zasiadam gdzieś pod drzewkiem i uzupełniam kalorię oraz płyny.


 

 


Po lewej stronie na zdjęciu widać budynek, zaraz za nim (na wysokości boiska piłki plażowej), znajduje się, stary nieużytkowany już slip. Slip to miejsce służące do wodowania łodzi. Właśnie przy tym slipie, rozpoczynam kolejną część wędrówki.


 

Woda poniżej slipu, płynie dość leniwie, rozmywana licznymi głazami zanurzonymi przy brzegu. Przy samym slipie, znajduje się króciutka ostroga długości 2m, a zaraz za nią tworzy się przyjemny warkoczyk i delikatna cofka, pod brzegiem. Zaczynam obławianie na samej ostrodze, gdyż w cofce często miewam brania okoni, a ostatnio małych boleników. Poniżej gdzie woda zwalnia, zatrzymuję się nieco dłużej. Głębokość wody na kawałku prostki, poniżej slipu sięga miejscami dwóch metrów, jest tam kawałek dość głębokiej rynny, z szybkim wypłyceniem tuż przy brzegu. W zeszłym roku, w tym miejscu miałem na kiju pięknego jazia, niestety odczepił się w ostatniej fazie holu.




Dość często w tym dołku spotykam klenie oraz wszędobylskie okonie. Goszczą tam również szczupaki, zwykle takie około 50cm. Na zdjęciu widać również miejsce, w które kieruje swoje woblery, nie ma sensu sięgania daleko, w środek rzeki po ryby. Głębokość pozwala na swobodne szukanie ich przy brzegu. Lewa strzałka czerwona pokazuje właśnie omawiany slip, zaś ta z prawej kierunek nurtu. Takie miejsca SA dość typowymi, na wielu odcinkach Wisły, należy tylko upewnić się poprzez praktykę, jaka jest w danym miejscu głębokość wody. Pod wpływem tej wiedzy, sami już wyznaczycie tor prowadzenia przynęty, oraz kierunek jej podania. Wbrew pozorom na takich głębszych rynnach, doskonale spisują się wszelkie woblerki smużące, oraz te płytko schodzące. Ponieważ granica miedzy dołkiem a brzegiem jest niewielka, ryby często wychodzą do powierzchni i blisko brzegu w poszukiwaniu drobiazgu. Troszkę niżej opaska staje się bardziej atrakcyjna, z racji na ukształtowanie brzegu, oraz zmienność głębokości. Zdjęcie poniżej pokazuje właśnie ten odcinek opaski.


Tak samo jak poprzednio, tak i tutaj, najlepsze jest obławianie obszaru wachlarzem. Jednak przy samych kamieniach obszary zaznaczone na niebiesko, to tzw. zatoczki, z których często udaje mi się wydłubywać klenie zbierające z powierzchni. Tutaj jednak stosuje tylko smużaki, z racji płytkiej wody. Czarne koła to już miejsca gdzie można swobodnie poprowadzić coś klasycznego. W górnej części z lewej strony zdjęcia, widać kolejne ujście, tym razem jest to ujście kanału portowego. W moim wypadku ten odcinek nie jest atrakcyjny dla spinningisty, ponieważ samo ujście jest płytkie i piaszczyste, bez żadnych typowych przeszkód wodnych. Omijam je raczej po oddaniu na nim dosłownie maksymalnie 5 rzutów. Kiedy już ominę ujście do portu, spotykam na swojej drodze kolejny nie wielki odcinek opaski, dość typowej, kamienistej, dokładnie takiej samej jak opisywana na zdjęciu wyżej. Ten odcinek raczej obławiam standartowo, i nie poświęcam mu nadmiernie dużo czasu, ponieważ za kilkanaście metrów brzegiem, napotykam pierwszą tamę, która skupie zdecydowanie więcej mojej uwagi. Poniżej dwa zdjęcia tamki, jedno podczas wysokiej wody a drugie przy niżówce.




Na obu zdjęciach czerwone obszary to miejsca najczęstszych brań, odnotowanych przeze mnie. W jednych spotykam okonie w innych klenie i bolenie, ale po kolei. Na pierwszym zdjęciu mamy klasyczny przelew, podczas podwyższonego stanu wody. Po prawej stronie miejsca na napływie przelewu, w które posyłam zwykle smużaki, zaś po lewej stronie miejsca gdzie doskonale sprawdza się klasyczny 4cm wobler głębiej schodzący. Czasem zdarza mi się brodząc wejść na tamę, wtedy moje rzuty kierowane w podobny sposób, natomiast obszary interesujące mnie znajdują się na zdjęciu poniżej, przy szczycie tamy. Takie miejsca podczas przelewania się wody, skupiają klenie, jazie oraz bolenie. Przy niskim stanie zaś, obławiam praktycznie całą tamę, od nasady do szczytu, ponieważ woda wtedy dookoła ma różną głębokość, to ryb spodziewać się można wszędzie. Oczywiste jest ciche poruszanie się po tamie, wręcz skradanie, oraz odpowiednie zachowanie już na miejscówce. Następną przeszkoda na wodzie są filary mostu, atrakcyjne tylko przy niskim stanie rzeki. Idąc dalej w dół nurtu rzeki, napotykam kolejne dwie tamy, które traktuje tak samo woblerami jak tę pierwszą, i tak naprawdę tutaj koniec atrakcji, jakimi są przeszkody wodne, bowiem dalszy odcinek za tamami to opaska, która jakiś czas temu została zrównana przez maszyny, ogolona z drzew, większych kamieni, traw i krzaków. Kilka tylko miejsc na niej jest dość ciekawa, reszta to po prostu równy brzeg, atrakcyjny jedynie podczas dużych niżówek, kiedy to głazy w dnie zostają odsłonięte i tworzą jakieś małe kryjówki dla drapieżników. Przy normalnym stanie wody pospiesznie obławiam tylko głębsze rynienki, oraz kilka zatoczek. Kiedy docieram do miejsc z zalanymi krzaczkami, przysiadam w nich nieco dłużej, przy okazji robiąc sobie kolejną przerwę. Miejsca te SA typowymi, bowiem dla kleni i jaziorków. Toteż zasługują u mnie an nieco więcej uwagi. Zdjęcie poniże przedstawia takie właśnie miejsce.



Tutaj woblery staram się wypuszczać dość daleko, wiem, że wzdłuż krzaczków, utworzona została spora rynna z głębsza wodą. Kilka razy już z tego miejsca wydłubywałem sumiki takie do 100cm, odpoczywające pod krzaczkami. Tak ja zdjęciu widać, rzut w kierunku otwartej wody, sprowadzenie na napiętej żyłce w rejon zatopionych krzaczków, oraz powolne zwijanie wzdłuż linii brzegowej w odległości około metra do dwóch od brzegu. Po pierwsze to typowe miejsce dla bolenia, który kocha wartki warkocz (po prawej stronie na zdjęciu), oraz cofkę, gdzie zbiera się drobnica. Kolejnym gatunkiem jest jaź, lubiący spokojne miejsca i granice nurtu z zastoiskiem. Kilka kleni, wyjętych w tym miejscu tez przekonało mnie do ich sympatii, do sąsiedztwa krzaków.


Cały mój odcinek rzeki to około 3km. Dokładnie nie umiem powiedzieć ile, ponieważ nigdy go nie mierzyłem. Bardzo zróżnicowana woda, jeśli mowa o głębokościach, oraz dość monotonna, jeśli chodzi o Linei brzegową. Dostępność gatunków, jest duża. Na każdym dystansie spodziewać się, można się, każdego gatunku ryby. Oczywiście równie tych spokojnego żeru, co lubię często wykorzystać przy zasiadce z Fedderem. Myślę, że mój krótki opis miejsc, oraz całego odcinka, zachęci was do odwiedzenia tego miejsca i mojej ukochanej Wisły. Gdybyście byli w pobliżu z kijem, to koniecznie wpadnijcie nad Wisłę pod Sandomierzem. Ryb nei obiecam, ale szansa na dobre połowienie jest tutaj zawsze duża. Mam nadzieje, że przedstawione sposoby obławiania, oraz prezentacje miejscówek na opaskach, komuś się przydadzą i porusza wędkarską wyobraźnię.


Autor: Grzegorz Major.  

Polecane produkty:



Copyrights © 2014 - 2017 wedkarz.pro | projekt i wykonanie: gqim.com