« wstecz

Blog wędkarski » Sandacz o poranku - Czy warto?

Kilkukrotnie w swoim życiu, miałem okazję, a przede wszystkim możliwość, wybrać się na poranne sandacze. Głównym celem, było polowanie na mętnookie na zbiornikach wody stojącej, ze środków pływających. Wiadomo nie od dzisiaj, że wszelkie życie nad wodą, w ciepłe miesiące, budzi się jeszcze przed świtem, to samo dotyczy ryb drapieżnych.

Kilkukrotnie w swoim życiu, miałem okazję, a przede wszystkim możliwość, wybrać się na poranne sandacze. Głównym celem, było polowanie na mętnookie na zbiornikach wody stojącej, ze środków pływających. Wiadomo nie od dzisiaj, że wszelkie życie nad wodą, w ciepłe miesiące, budzi się jeszcze przed świtem, to samo dotyczy ryb drapieżnych.

Sprzęt, jakim łowiłem, musiał być dostosowany do aktualnych warunków i sytuacji, mam na myśli, krótsze wędziska przystosowane do wędkowania z łódki czy pontonu. Wiadomo, jeśli sandacz to plecionka, która o niebo lepiej, przekazuje do blanku kija wszelkie tzw. pstryknięcia sandacza. Jako przynęty, głównie gumy w różnych kolorach i rozmiarach. Doskonałym dodatkiem, podczas takiego polowania jest echosonda, dzięki której bardzo szybko namierzam miejscówki typowe dla sandaczy, wszelkie denne karze, czy górki pod wodne. Pamiętajcie tutaj, przede wszystkim o swoim bezpieczeństwie, często wypływałem, gdy było jeszcze ciemno, i mimo że znam łowisko, to zawsze miałem ze sobą solidną latarkę, aby uniknąć niespodzianek.

Po kilku takich wyprawach, zauważyłem coś dość specyficznego. Wszelkie ryby drapieżne, po przebudzeniu, zaczynają szukać pokarmu na sporej części wody, a w znacznym stopniu poruszając się w pionie wody. Któregoś dnia, tkwiąca po raz kolejny przynęta w zawadzie, wymusiła zmianę taktyki. Szybki rzut oka w pudełko, i na zestaw trafia 6cm kopyto na główce 5g. Pomyślałem, że o wiele łatwiej będzie mi kontrolować opad takiej przynęty, a w odpowiednim momencie poderwę ją znad zawady i poprowadzę tuż nad nią, unikając zaczepu. Jakże ogromne było moje zdziwienie, kiedy po kolejnym rzucie, opad przynęty został zatrzymany pół metra pod powierzchnią. Co jest? Pomyślałem. Szybkie i kontrolowane zacięcie, i odjazd. Wędzisko pulsuje, amortyzując zrywy ryby, a ja stwierdzam, że musi co by boleń. Tak szybko, tak daleka od dna, boleń jak nic. Chwila holu, okazuje się sandacz. W lekkim szoku, wypinam rybę, i rzucam w to samo miejsce, sytuacja powtarza się kilkukrotnie. Parę rybek niewciętych, ale brania typowo w opadzie, na głębokości do metra od powierzchni. Ciężka guma, skutecznie omijała stojące wysoko sandacze, docierając szybko do dna, zaś zastosowanie lekkiego obciążenia, pozwoliło na kontrolowany, powolny opad.




Słyszałem już o sandaczach łowionych z powierzchni, ale w rzekach przy opaskach czy na główkach. Nie sądziłem nigdy, że na zbiornikach sandacze potrafią stadnie o poranku, ganiać za pokarmem tak wysoko. Jasne, że potrafią wyjść pod brzeg na płytką wodę, ale na środku głębokiej wody? No cóż człowiek uczy się całe życie, a najlepiej robić to na przykładzie własnych doświadczeń.

 

Czy warto? Takie pytanie stawia sobie, wielu z wędkarzy spinningowych. O ile trudniej jest zerwać się na równe nogi tak wcześnie, o tyle łatwiej jest wbić do swej głowy myśl, że ryby zaczynają żerować jeszcze wtedy, gdy my smacznie śpimy. Często przeczytać można, że ryby budzą się do życia w tym samym czasie, kiedy i my. Jest to prawdą tylko, w miesiącach chłodnych i zimowych, kiedy zimna woda, spowalnia metabolizm ryb. Kiedy zaś woda w wiosenne i letnie miesiące, szybko się nagrzewa, i znacząco podnosi temperaturę, ryby drapieżnie znacznie szybciej wyruszają na żer, jeszcze wtedy, gdy na niebie brak promieni słonecznych. Dodatkowym atutem tak wczesnych wypraw jest, niewątpliwy urok natury, jaki przywita nas, po dotarciu na brzeg rzeki, czy zbiornika. Piękne smugi mgły, unoszące się majestatycznie nad wodą, dzika zwierzyna, która w tych godzinach jeszcze bez strachu penetruje brzegi, czy w końcu moment, którym to słońce, z gracją i jakby w zwolnionym tempie, wyłania się zza horyzontu. W takich chwilach dla mnie liczy się tylko fakt, że mogę być świadkiem tych wszystkich urokliwych 

wydarzeń, stojąc na brzegu.


Rzecz jasna opisuję tutaj, jedną z sytuacji, czyli połów sandacza, natomiast ważnym faktem jest, że o poranku możecie liczyć na skuteczny połów, wielu innych gatunków. Doskonałym pomysłem jest zasiadka, na lina, czy też polowanie z bocznym trokiem za okoniem. Każda z metod postawi przed wami nowe wyzwanie, kiedy przyjdzie wam wstać  np. o godzinie 3:00 rano, zapakować sprzęt, z na w pół otwartymi oczyma, udać się na wytypowane miejsce.

Reasumując, można odpowiedzieć, czy warto?, jak najbardziej tak. Wszak wśród wędkarzy panuje przekonanie i maksyma, że siedząc w domu nic nie złowimy, a żadna pora dnia czy nocy nie jest zła do wędkowania. Obserwujcie wodę będąc o brzasku nad nią, szukajcie nowych rozwiązań, technik i patentów, kombinujcie ile się da. Wszystkie te zmiany  i obserwacje, znacząco wynagrodzą wam, niewyspanie, szybko wypitą kawę, czy  zmarznięcie podczas chłodnego poranka. Na koniec, pamiętajcie o tym, że gdy wy smacznie śpicie, ryby już harcują szukając czegoś na śniadanie.




Zdjęcia: Kuba GQ

Opisał: Grzegorz Major

Polecane produkty:



Copyrights © 2014 - 2017 wedkarz.pro | projekt i wykonanie: gqim.com