« wstecz

Blog wędkarski » Konserwacja wędkarskiego sprzętu

Czas pozimowy, to narastające w wędkarzach napięcie. Miesiące, kiedy to nasz sprzęt leżakuje w oczekiwaniu na pierwsze promienie słońca, to czas niepozornego zużywania się kilku jego elementów.


Pierwsze promienie słońca, ogrzewają już zmarzniętą ziemię, a nam po głowach chodzi już wyobrażenie o pierwszej wyprawie wędkarskiej. Zanim jednak do tego dojdzie, warto przejrzeć cały nasz ekwipunek i przygotować go do sezonu. Wbrew pozorom, wydawać wam się może, że nic ze sprzętem robić nie trzeba, bo przecież odłożyliście go w kąt i nic mu stać się nie powinno przez te kilka miesięcy zimy. Wędki, kołowrotki, żyłki oraz inne akcesoria przede wszystkim podczas oczekiwania na kolejny sezon, pokrywają się kurzem. Kurz to cichy zabójca naszego ekwipunku. Od czego zaczniemy podczas szykowania pozimowego sprzętu?


Pierwszym punktem, jest odkurzenie i umycie arsenału. Wędki należy solidnie obmyć z kurzu, wilgotną szmatką, najlepiej moczyć ją w letniej wodzie z płynem do mycia garnków. Tak obmyte wędzisko, należy solidnie wysuszyć, aby zapowiedz klinowania się elementów poprzez pozostałą na łączeniach wilgoć. Oczywiście, jeśli macie taką możliwość, możecie wędki suszyć rozłożone, w ogrodzie czy na balkonie. Pamiętajcie, aby solidnie wyszorować przelotki, ich stan ma ogromny wpływ na ogólny stan wędziska oraz pracę blanku. Ja swoje wódeczki, czy to spinningi czy spławikówki i feedery, czyszczę w ten sposób raz, lub dwa razy w sezonie zimowym.  

Z kołowrotkami, postępujemy dokładnie tak samo, z tym, że należy zwrócić uwagę na nadmiar wilgoci. Lepiej jest oczyścić je naprawdę delikatnie zwilżoną ściereczką. Następnym krokiem dotyczącym młynków, jest sprawdzenie ich stanu technicznego, aby uniknąć niespodzianek już nad wodą. Jeżeli jesteście pewni stanu technicznego, lepiej jest nie ingerować we wnętrze kołowrotka, lub oddać go do kompletnego czyszczenia osobie znającej się na rzeczy. Jeżeli jednak wiecie, co i jak, warto kołowrotek rozebrać, i sprawdzić stan łożysk, trybów i przekładni. W razie konieczności należy wyczyścić np. benzyną wnętrze i nałożyć nowy smar. Zwykle kołowrotki posiadają specyfikację, opisaną na pudełku, dzięki której z pewnością poradzicie sobie z rozbiórką. Pamiętać należy o kolejności odkręcanych śrubek, oraz kolejności rozkładania i składania części. Z pomocą tutaj przyjdzie, kartka papieru, na której można układać odczepiane części i śruby i opisywać na bieżąco, wykonane czynności. Nie bójcie się rozbierania kołowrotka, zwykle nie są to skomplikowane mechanizmy, proste w budowie, i łatwe w zrozumieniu. Jeśli wszystko wykonacie z zaangażowaniem i skupieniem, oraz gdy nic nie pominiecie, to wszystko stanie się łatwe. Uznajmy, że nasz kołowrotek i wędka jest gotowa do wyzwań nowego sezonu, czas na żyłki które zalegały na szpulach całą zimę. Osobiście kupuję, co sezon nowe, ale to tylko z racji tego że woda w rzece na której wędkuję, skutecznie po sezonie pozbawia żyłki ich pierwotnych właściwości. Jest jednak sposób na odświeżenie żyłki, kupionej np. na jesieni lub z końcem lata. Oczywiście głównym czynnikiem, niszczącym żyłki jest brud oraz wszelkie pestycydy, jakie niesie woda, na której wędkujecie. Wszystkie te minerały, bakterie oraz brud osadzają się na żyłkach, i okazać się może, że po zimowaniu, kupiona nawet z końcem jesieni żyłka rwie się w palcach. O ile zadbaliśmy odpowiednio o stan sprzętu, podczas szykowania go do zimowania, o tyle teraz temat jest prosty. Jednym ze sposobów, na naszykowanie żyłki do akcji jest, jej dwu lub trzykrotne przewinięcie, przepuszczając ją przez mocno nasączoną szmatkę płynem do garnków. Lepiej jest szmatkę nasączyć samym płynem bez użycia wody, przynajmniej przy pierwszym przewijaniu. Skondensowany płyn pozbawi żyłkę, wszelkich zabrudzeń oraz osadów. Kolejne przewinięcie możecie robić już, przez wilgotną szmatkę a ostatnie przez suchą. Wiem, że wydaje się to pracochłonne, ale po takim zabiegu uzyskanie spory procent pewności, że żyłka podczas początku nowego sezonu spełni nad wodą swoje zadanie. Oczywiście wszystko to jest nie potrzebne, kiedy żyłka podczas sprawdzania jej stanu, pęka wam rękach. Taki produkt należy od razu wyrzucić, ponieważ tego już nie naprawicie. Można również, namoczyć w wodzie z płynem całe szpule, natomiast nie doczyścicie wtedy wewnętrznych zwojów, a  jedynie te na wierzchu. W dalszej części opowiem jak zadbać o sprzęt szykując go do zimowania, co powinno wiele wyjaśnić. Szykując się na nowy sezon, musicie pamiętać o sprawdzeniu kilku innych elementów, np. woderów, spodnio butów czy śpiochów do brodzenia. Jakże nie miłe może okazać się, nabranie niespodziewanie wody podczas wczesno marcowego brodzenia za pstrągiem. Odzież do brodzenia dobrze użytkowana i przechowywana posłuży kilkanaście lat, dlatego sprawdźcie czy nie pojawiły się jakieś dziury lub otarcia, przed pierwszymi wyprawami. Jeśli chodzi o agrafki czy krętliki, tutaj nie powinno się nic dziać, jedynie, jeśli te akcesoria są zrobione z kiepskich materiałów, możecie zauważyć na nich korozję. Ta eliminuje te elementy z użytkowania. Ponieważ agrafki kosztują grosze, nie warto ryzykować straty ryby czy przynęty, przez niedopatrzenie tak małego elementu. W większości skupiam się tutaj na elementach spinningistów, natomiast wszystkie te opisane sposoby, tak samo odnoszą się do wszelakiego innego sprzętu. Podczas mycia wędzisk na brud, powinni zwrócić szczególną uwagę przede wszystkim spławikowcy i feederowcy, z doświadczenia wiem ile resztek zanęty potrafi zostać na uchwycie kołowrotka czy rękojeści. Warto także sprawdzić stan techniczny wszelakich pudełek, toreb, kamizelek i wszystkiego, co wykorzystujecie podczas wypraw. Nawet najmniejszy element , poprzez zabrudzenia, może zepsuć wam najwspanialsze wyjazdy na ryby. Przy odpowiednio konserwowanym sprzęcie przed zimą, na wiosnę oszczędzicie wiele czasu, na jego szykowanie, oraz przede wszystkim zwiększycie jego żywotność. Ponieważ jesteśmy w okresie wczesno wiosennym, na początek skupiłem się na szykowaniu sprzętu do sezonu. Teraz przejdziemy do konserwacji sprzętu po sezonie.

 

Często widziałem, u kolegów po kiju, sprzęt rzucony w kąt piwnicy, po zakończonym sezonie, a często po zakończonym aktualnie wędkowaniu. Aż kipi we mnie, kiedy widzę coś takiego, jak można nie dbać o coś, co daje nam tyle przyjemności, a niejednokrotnie kosztuje duże pieniądze?  By rozbudzić waszą wyobraźnię oraz być może przekonać do większego zadbania o sprzęt, przedstawię moje coroczne manewry ze sprzętem. Pierwszym faktem kilka lat temu, stało się zbudowanie własnoręcznie, stojaka na wędziska. Zauważyłem, że wędki trzymane razem w pokrowcach, szybciej się brudzą, a poprzez obijanie i ocieranie, osłabiają blanki i lakiery na nich. Wędki walały się z kąta w kąt, tym samym doprowadzając domowników do nerwów. Postanowiłem zagospodarować dla nich nie wielką przestrzeń przy ścianie, budując stojak, w którym to stojaku każdy kijek miałby swoje miejsce, bez kontaktu mechanicznego z innymi akcesoriami lub wędkami. Tak też powstał z kilku deseczek stojak, na wędki. Opis jak można samemu zbudować taki stojaczek zamieszczony został już, na blogu sklepu wędkarskiego na stronie www.wedkarz.pro tam możecie podejrzeć jak łatwo można samemu zbudować taki sprzęt. Dobrze, więc przechodzimy do samego sprzętu, oczywistym jest rozebranie wszelkich zestawów na wędkach i umycie samych kijków. Po dobrym wysuszeniu, wędki trafiają do stojaka (jeżeli, takowy posiadacie). Tutaj pojawia się często zadawane pytanie, czy stojak, w którym kije stoją pionowo? Czy też wieszak poziomy? Moja odpowiedź brzmi następująco: obydwa rozwiązania są dobre. Posiadam oba modele, wędki do innych metod poza spinningiem stawiam w stojaku, natomiast spinningi wieszam poziomo na wieszaku naściennym. Czytałem już opinię, że położenie poziome nie jest zdrowe dla blanków, moje kije tak spędziły już dwie zimy, i zaręczam nic im nie jest. Ważne w obu przypadkach jest, aby wędki przechowywać bez kołowrotków. Zwróćcie uwagę na to by sprzęt przechowywać w temperaturze pokojowej lub jej zbliżonej, z dala od grzejników czy wszelkich chłodziarek. Wędki ówczesne, zbudowane są przeważnie z kompozytów węglowych, na które ekstremalne temperatury wywierają znaczący wpływ. Szczególnie podczas długotrwałego przebywania sprzętu pod ich wpływem. Kołowrotki, również należy umyć z wszelkich zabrudzeń, aj dodatkowo wszystkie rozbieram i kompleksowo wymieniam smary oraz oliwię. To zapewnia im solidną konserwację oraz gotowość do działania w przyszłym sezonie. Młynki, również trzymamy w odpowiednich warunkach, czy to pokrowce czy pudełka. Dbajmy o to, by każdy miał swoje oddzielne miejsce, unikniemy w ten sposób uszkodzeń mechanicznych. Dobrze jest również w tym wypadku, ograniczyć nadmierną wilgotność miejsca, w którym leżakują kołowrotki. Starajcie się raczej, aby miejsce to było suche i by temperatura była zbliżona do pokojowej. Ja mieszkam w bloku, więc tak czy siak, mój sprzęt ma swoje miejsce w pokoju, więc takie problemy mnie nie omijają. Wydawać się może, że to, o czym piszę to banalne sytuacje, jednak nie zdajecie sobie często sprawy, jak bardzo cierpi technicznie wasz sprzęt, gdy poddawany jest nagminnie takim sytuacjom. 


Jeśli chodzi o magazynowanie żyłek na szpulkach, tutaj wszystko jest dokładnie tak samo jak opisywałem wcześniej, odpowiednio umyta i wyczyszczona żyłka, powinna zachować swoje wszelkie parametry, chociaż dwa sezony. Wyjątkiem jest, po prostu zakupienie starej żyłki, która często nie wytrzymuje nawet dwóch miesięcy wędkowania, ale to sytuacje wyjątkowe. Wszystkie pozostałe akcesoria wędkarskie oraz odzież, również powinny zostać sprawdzone, wyczyszczone, uprane czy odkurzone, na pewno posłużą wiele lat, bez konieczności ich ciągłej corocznej wymiany. Najlepiej, kiedy wszystko będzie miało swoje miejsce, poukładany i posegregowany sprzęt, poskładane lub powieszone na wieszakach ubrania, spodniobuty czy wodery, przeżyją wiele wypraw. Nadmienić tutaj powinienem jeszcze o konserwacji przynęt spinningowych, ponieważ jest to dość ważne a często o tym zapominacie. Wszelkie przynęty gumowe, należy posegregować kolorami, aby uniknąć, przebarwień, no, chyba że jest to zabieg celowy, często stosowany dla uatrakcyjnienia przynęty. Kiedy już poukładamy nasze gumy, należy je umieścić na kilka minut w ciepłej wodzie z płynem do naczyń, tak wymoczone i umyte osuszamy solidnie i umieszczamy w pudełkach. Z tak przygotowanymi gumami, możecie śmiało w nadchodzącym sezonie uderzać na okonie czy sandacze, bez obawy o ich stan techniczny, przebarwienia czy ubytki materiału, lub sparciałość. Dodatkowo z końcem sezonu, na „myjnię domową” biorę również wszystkie inne przynęty, a zwłaszcza woblery. Dokładnie oglądam ich stan, kotwiczki oraz kółeczka łącznikowe. Przede wszystkim obmywam wszelkie zabrudzenia na korpusach. Robię tak, ponieważ sam wytwarzam swoje woblerki, i z szacunku do własnej pracy oraz ich wyjątkowości, chcę uniknąć ich zniszczenia, przez warunki nie zależne ode mnie.


Reasumując cały materiał, cały mój sprzęt ma swoje miejsce, dzięki czemu w kilka minut jestem gotowy na kolejne wyprawy. Wiem,co gdzie jest i w jakim jest stanie, a przede wszystkim wiem, że w każdej chwili jest gotowe do użycia. Zdaję sobie sprawę, że trzeba na to poświecić troszkę czasu i chęci, jednak uwierzcie mi, że satysfakcja potem jest ogromna. Często wracamy z wędkowania wykończeni, jednak po zmęczeniu przychodzi zawsze ulga, wtedy kilka minut poświęconych na umycie i odłożenie sprzętu na miejsce, nie jest żadnym wysiłkiem, a przedłuża żywotność sprzętu o kilka sezonów, tym samym oszczędzając nam corocznie mnóstwo pieniędzy, które musielibyśmy wydać na nowe „zabawki”.

Polecane produkty:



Copyrights © 2014 - 2017 wedkarz.pro | projekt i wykonanie: gqim.com